Moje różańce
ks. Tomasz Horak
Pierwszy mój różaniec to był ten pierwszokomunijny. Przez jakiś czas był ozdobą. Ale mnie intrygował. Jak na nim się modlić? A że dostałem też modlitewnik, jakoś doszedłem do tego sam. Reszty dopełniły październikowe nabożeństwa.
Pierwszokomunijny różaniec towarzyszył mi przez długie lata. Nie leżał bezczynnie w szufladzie. Modliłem się za jego pomocą dość regularnie. Najwięcej kłopotu sprawiał w czasie harcerskich obozów. W ciągu dnia nie było kiedy się modlić. Zatem wieczorem, na posłaniu, w namiocie. Zwykle zasypiałem z nim w ręce, a rano trzeba było szukać go w trawie. Zawsze się znajdował. Zgubiłem go dopiero w czasie studiów. Wtedy już miałem nowy, od Mamy, taki ładny, elegancki. Włożyłem go po latach w dłonie Taty, do trumny.
W tym czasie Ciocia przywiozła mi z Rzymu inny. I mam go do dzisiaj! Też nie leży bezczynnie. Choć ma „konkurencję” - różaniec przywieziony z Lourdes. A to już inna zupełnie sprawa - odmawiać Różaniec w Lourdes. Jednego dnia w czasie wieczornej procesji ze światłem wmieszałem się w tłum pielgrzymów. Znalazłem się między grupą niemiecką i włoską. Robiąc zdjęcia, powtarzałem ze wszystkimi drugą część „zdrowaśki”: Heilige Maria, Mutter Gottes, bitte für uns... - po niemiecku. Po chwili z Włoszkami: Santa Maria Mater di Dio... Zdziwione spojrzenia z jednej i drugiej strony. Wobec tego następną „zdrowaśkę” mówię głośno po polsku: Święta Maryjo, Matko Boża... Nie wiem, czy zorientowali się, jaki to język, ale uśmiechy zobaczyłem i z lewej, i z prawej. Bo Różaniec to modlitwa dla wszystkich. Zresztą - gdzieś tam przy mikrofonie ktoś zaczął kolejną „zdrowaśkę” po czesku. Każda nacja dopowiadała w swoim języku. Ponad placem, rzeką, u stóp Massabielskiej góry, płynął potok ludzkich głosów, ludzkich serc, myśli...
Jest różaniec i Różaniec. Ten z małej litery to tylko powiązane ze sobą ziarenka. Ten z dużej litery to modlitwa. Dla wszystkich. Dostałem kiedyś list od dziesięcioletniej Michasi z Małego Cichego w Tatrach, po góralsku pisany. A w nim słowa: „Kie mom rózaniec w gorści i cyste serce, nicego sie nie bojem”. Ale właśnie - trzeba mieć i w garści, i w sercu. Przesuwając paciorki różańca, przebiegać myślą zbawcze wydarzenia, tajemnice zejścia Boga pomiędzy ludzi. To zejście dokonało się nie tylko w chwili Zwiastowania i Narodzenia - w tajemnicach radosnych. Syn Boży zszedł w najbardziej mroczny obszar ludzkiego życia - w cierpienie, w opuszczenie, w ból, w dramatyczne umieranie i śmierć. Ale zszedł nie po to, aby tam zostać, ale by nas poprowadzić w mocy Ducha Świętego ku pełni życia. A Jego Matka, z którą o tym wszystkim w Różańcu rozmawiamy, pierwsza radości nieba zaznała.
Tyle treści, głębokiej, ciągle nowej jest w Różańcu. I na różne sposoby różańcowe tajemnice można rozważać. Raz patrzeć na nie, mając w myślach (i przed oczami) stosowne teksty Pisma Świętego. To jest źródło Różańca - zarówno powtarzanych ustami modlitw „Ojcze nasz” i „Zdrowaś, Maryjo”, jak i całej jego bogatej treści. Innym razem można popuścić wodze fantazji i wyobraźnią przenieść się do Nazaretu, Betlejem, Jerozolimy, wtapiając się albo w tło, albo pomiędzy uczestników wydarzeń, które dokonały się przed dwoma tysiącami lat. Można jeszcze inaczej - poprzez matematyczne „widzenie” wielowymiarowej przestrzeni kontemplować wydarzenia i punkty, w których nasza czasoprzestrzeń dotyka przestrzeni wielowymiarowej. Takim punktem jest Zwiastowanie. Takim wydarzeniem jest niepojęte dla nas umieranie w naszej czasoprzestrzeni wiecznego Boga na krzyżu. A Zmartwychwstanie jest otwarciem tej przestrzeni ku nieskończoności.
I jeszcze inaczej można - patrząc na obrazy. Artyści, malując je - modlili się. Ich modlitwa może inspirować i wspierać naszą modlitwę. Znany jest jeszcze inny sposób różańcowej modlitwy - w każdej „zdrowaśce” dodaje się zdanie rozwijające myśl rozważanej tajemnicy. Na przykład: „... owoc żywota Twojego Jezus, którego oczekiwali prorocy”. Każde takie dopowiedzenie jest oczywiście inne.
Wiele jest sposobów rozważania tajemnic Różańca. Dlatego jest on modlitwą dla wszystkich - dla doktorów teologii i matematyki, dla ludzi niewykształconych, dla starców i dla dzieci. Dla zakonnic w ciszy klasztornej kaplicy i dla kierowców w szumie szosy. Dla człowieka skupionego i dla zmęczonego pracą, chorobą, który ledwie myśli zebrać może. Wtedy i same szeptane słowa, i paciorki przesuwane w palcach zamieniają się w modlitwę. A czasem, gdy nie potrafię już nic więcej i tylko trzymam różaniec w garści, mam nadzieję, że Matka Boska i tę modlitwę zrozumie.
Różaniec był znany już w średniowieczu. W obecnym kształcie ułożył go w XV wieku Dominik Alamus `a la Roche (1428-1475). W wieku XVI ustalono ostatecznie trzy części Różańca, po pięć tajemnic każda.
7 października 1571 r. połączone siły chrześcijańskie, pod wodzą don Juana de Austria, pokonały w bitwie morskiej pod Lepanto flotę turecką. Ten triumf przypisywano wstawiennictwu Matki Bożej, gdyż przed bitwą ówczesny papież św. Pius V zachęcał cały świat katolicki do modlitwy różańcowej. Jako podziękowanie za to zwycięstwo Pius V ustanowił 7 października świętem Matki Bożej Różańcowej. W roku 1885 papież Leon XIII polecił odmawiać Różaniec przez cały październik.
Jan Paweł II o modlitwie różańcowej
Rozpoczyna się październik, który pobożność chrześcijan w szczególny sposób związała z bardziej zaangażowanym i lepszym odmawianiem każdego dnia Różańca świętego, nazwanego przez moich poprzedników, Piusa XII i Pawła VI, „kompendium całej Ewangelii”. Modlitwa ta od wieków zajmuje w kulcie Najświętszej Panny, „pod której obronę uciekają się wierni we wszystkich swoich przeciwnościach i potrzebach” (Lumen gentium, 66), miejsce uprzywilejowane.
Różaniec jest jednocześnie modlitwą prostą i teologicznie bogatą w biblijne odniesienia; dlatego chrześcijanie przedkładają ją nad inne i odmawiają często i z żarem, w pełni świadomi jej autentycznie „ewangelicznej natury”, o której mówi Paweł VI w adhortacji apostolskiej na temat kultu Najświętszej Panny.
W Różańcu rozważamy najważniejsze zbawienne wydarzenia, które dokonały się w Chrystusie: od dziewiczego poczęcia, po szczytowe momenty Paschy i uwielbienia Matki Boga. Modlitwa ta jest nieustanną pochwałą i wzywaniem Najświętszej Panny Maryi, ażeby wstawiała się za nami, biednymi grzesznikami, w każdym momencie naszego dnia, aż po godzinę naszej śmierci.
Chcę więc wezwać was, byście w październiku odkrywali na nowo i ubogacali coraz bardziej Różaniec, jako modlitwę osobistą i rodzinną, skierowaną do Tej, która jest Matką poszczególnych wiernych i Matką Kościoła.
Castel Gandolfo, 30 września 1981 r.
|